Autor: Eryk Lipiński;
Datowanie: lata 20-te XX wieku;
Technika: rysunek tuszem;
Wymiary: 21×17;
Numer inwentarzowy: MZS/LA/92.
Jako literacki obiekt tygodnia prezentujemy portret poety ludowego Ferdynanda Kurasia. Wykonany jest on czarnym tuszem na białym kartonie. Postać twórcy ukazana jest en face — widać głowę i część ramion. Portretowany mężczyzna ma gęste, czarne włosy i wyraziste wąsy. Ubrany jest w koszulę ze sztywnym kołnierzykiem pod szyją oraz czarną sukmanę i kamizelkę. W lewym dolnym rogu, ukośnie, podpis autora portretu: E. Lipiński.
Ferdynand Kuraś urodził się 21 lutego 1871 roku w Wielowsi. Był trzecim dzieckiem Jana i Marii z domu Motyka. Miał ośmioro rodzeństwa, ale jedynie tylko trójka dożyła dorosłości. Ojciec Ferdynanda brał udział w powstaniu styczniowym 1863 roku i był więziony. Po wyjściu z aresztu popadł w chorobę alkoholową. Matka poety była natomiast analfabetką. W domu Kurasiów panowała bieda.
Ferdynand wczesne dzieciństwo spędził u dziadków w przysiółku Kępa. Czytać i pisać uczył się w szkółce sobowskiej. Przez pewien czas jego nauczycielem był jego ojciec. W kolejnych latach poeta sam uzupełnił swoją edukację, rozczytując się w książkach o tematyce narodowej, historycznej i regionalnej. Sam po latach pisał:
„Wychodząc z założenia, że niedomówienia, domyślniki, fałszywy wstyd przed tym, czego się wstydzić nie należy, nie odtworzyłby wiernie całości obrazu, pisałem wszystko bez obsłonek. Zresztą będąc samoukiem, nie posiadam wyrobionej techniki pisarskiej i tym samym nie potrafię osłaniać drastyczniejszych szczegółów parawanem literackiego stylu”.
W wieku ośmiu lat, podczas prac gospodarskich został uderzony wrotami stodoły, na skutek czego stracił słuch. W swoich pamiętnikach pisał:
„Żegnajcie mi wszelkie głosy natury, któreście duszy mej (…) pokrzepieniem były. Żegnaj cudowny hymnie szarego skowronka, zawieszonego w wiosenne nad budzącą się z zimowego letargu ziemią. Żegnajcie szmery wód i poszumy pól. (…) Żegnajcie kochane dźwięki serdecznych słów matki, ojca i braci.”
Również w dzieciństwie poety Kurasiowie wielokrotnie zmieniali miejsce zamieszkania, co było związane z poszukiwaniem pracy przez ojca. Jak pisała Aleksandra Janas:
„Po siedmiu latach tułaczki, która nie poprawiła ich bytu, na wieść o śmiertelnej chorobie dziadka, powrócili „zza kordonu” do Wielowsi”.
Ferdynand już jako dziecko podejmował się wielu prac. Zajmował się m.in. oprawą religijnych obrazków oraz czyszczeniem kotłów w cukrowni. Później zatrudniał się w pracach leśnych, a także jako szewc. W miarę upływu czasu rozwijał zainteresowania literackie, ale pracował także jako kurier oraz urzędnik.
Jego debiut poetycki nastąpił w 1893 roku publikacją wiersza „Na zgon Teofila Lenartowicza” w tygodniku „Krakus”. Natomiast pierwszy tomik wierszy, zatytułowany „Z pod chłopskiej strzechy”, ukazał się w 1905 roku i zawierał utwory ukazujące codzienność życia na wsi, trud pracy chłopskiej oraz opisy przyrody.
W 1897 roku Kuraś ożenił się z dziewczyną-sierotą — Gertrudą Wrykówną z Sielca. Tak ówczesne warunki życia Ferdynanda opisuje jego krewny, również urodzony w Wielowsi, poeta Stanisław Piętak:
„Za pożyczone pieniądze kupił naówczas malutką parcelę w Wielowsi. Nie istniejącą już dzisiaj chałupkę, w której mieszkał Kuraś, pamiętam doskonale z mych dziecinnych lat. Była malutka i sczerniała, a wygląd jej przypominał raczej komórkę dla kur niż mieszkanie dla ludzi. W izdebce na warsztacie obok kołków i dratew leżały zawsze książki, gazety lub papier. Tu powstały pierwsze — najżywsze, najbardziej bezpośrednie utwory poety”.
Ferdynand Kuraś wydał kilkanaście tomików wierszy, publikował w prasie (dosyć często anonimowo), ale największą popularnością cieszył się wydany w 1924 roku tom wspomnień „Przez ciernie żywota”. Przedmowę do tego dzieła napisał sam Stefan Żeromski. Oto jej fragment:
„Obcujemy z dawno zgasłymi ludźmi, którzy na widok dzieci otwierają ramiona, zdejmują z twarzy troskę i bojaźń o jutrzejsze jadło i wystawiają ubogi poczęstunek. Prości polscy ludzie, fornale, zarobnicy, drwale, drobni kramarze, rzemieślnicy i robotnicy ukazują nam się z tych kartek w ich prawdzie i istocie. Przemawiają oto do nas dawne, dziwne religijne obyczaje, które czas idący wytracił, przepraszania w imieniu zmarłego nędzarza przez mówcę pogrzebowego ziemi czarnej za to, iże ją deptał, wody zimnej za to, iże ją pił…
Pijemy czarną i zimną poezję polskiego ludu”.
Ze związku z Gertrudą Wyrkówną doczekał się sześciorga dzieci. Zmarł 3 grudnia 1929 roku w Karwinie. Spoczywa wraz z żoną na cmentarzu w Dobranowicach. W zbiorach Muzeum Zamkowego w Sandomierzu znajduje się znaczna część spuścizny po Ferdynandzie Kurasiu. Za swoją twórczość otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Poeta był niezwykle szczerym człowiekiem. Można to odczytać z jego słów skierowanych do Macierzy Polskiej:
„Za niedokładność pod względem doboru słów proszę o pobłażliwość, gdyż jestem najzwyklejszym prostakiem. Bowiem do szkółki wiejskiej uczęszczałem zaledwie przez jeden rok, resztę zaś wiadomości już jako samouk czerpałem z książek, a wiersze pisuję tylko w wolnych od pracy chwilach, zwyczajnie przy niedzieli i święcie, a warunki mego życia nigdy, hej, nigdy do pozazdroszczenia nie były”.
Na koniec przytaczam, niestety wciąż bardzo aktualny w swoim przekazie, wiersz Ferdynanda Kurasia „Na bezdrożu”:
Gdzie stąpić nogą i gdzie zwrócić oczy —
Wszędzie, choć kraj nasz tak chlebny, uroczy —
Słychać się dają płaczliwe biadania
I narzekania.
Mało już kogo wśród rodaków rzeszy
Wolność Ojczyzny odzyskana cieszy,
Choć nie tak dawno oddać za nią chcieli
Wszystko, co mieli…
I świeci triumf obskurna prywata,
Brat pozbył uczuć na niedolę brata;
Każdy jak ślimak rad wciska się w ciasny
Interes własny…
Opracował: Marcin Jerzyna – Adiunkt Działu Literatury





